czwartek, 30 marca 2017

#12

Kochany,

długo zastanawiałam się, czy do Ciebie napisać. Wiem, możesz mieć mi to za złe, zanim jednak zechcesz mnie ocenić, najpierw postaraj się zrozumieć. Nie wiedziałam, czy powinnam rozmawiać z Tobą o wszystkim. W końcu niewiele o sobie wiemy i łatwo można przestraszyć się trudności. Stwierdziłam jednak, że skoro będziesz Moim Jedynym, to też nic sobie nie robisz z tabu.
A więc...

Ciekawa jestem, czy zostałeś kiedyś zdradzony? Czy poczułeś to specyficzne połączenie zawodu drugim człowiekiem i poniżenia? Jeśli tak, to zapewne masz na ten temat swoje osobiste spostrzeżenia, o których bardzo chciałabym kiedyś usłyszeć. Szczególnie ciekawi mnie jednak, w co zamieniłeś to bolesne doświadczenie, czym się dla Ciebie stało?

Pewnie już nigdy nie zapomnę dnia, w którym chciałam skoczyć z okna. Poważnie. Myślałam, że to jedyny sposób na zakończenie cierpienia. A jednak... czas okazał się zdecydowanie lepszym lekarstwem. Dziś przyglądając się temu wszystkiemu z dystansem mogę śmiało powiedzieć, że była to lekcja nie tylko o związkach, ale przede wszystkim o sobie. I tak naprawdę - dobrze się stało, choć brzmi to absurdalnie, powtórzę - dobrze, że zostałam zdradzona.

Zawsze wiedziałam, że część par od lat nie ma nic wspólnego z miłością, a jedynie z przyzwyczajeniem / zobowiązaniami / strachem. Stwierdzić jednak coś takiego o własnej relacji z partnerem to już zupełnie inna bajka. No bo jak? Trochę głupio i trochę wstyd. W końcu dookoła wszyscy tak szczęśliwi i uśmiechnięci, a z portali społecznościowych wprost wylewają się zdjęcia zakochanych znajomych. Też tak chcę. Ty pewnie też. Każdy.

Podejrzewam, że gdyby nie ta sytuacja, nigdy nie wstałabym z łóżka i nie zawalczyła o siebie, o pokonywanie własnych słabości, czy zapomniane marzenia. Depresja w końcu pożarłaby mnie żywcem, a moje smutne oblicze odeszłoby, pozostawiając po sobie jedynie czworonożne grono przyjaciół. Był mi potrzebny każdy jeden dzień po rozstaniu, który zaczynał się i kończył płaczem. Dzięki niemu zrozumiałam, że jestem w stanie przeżyć nawet to, czego od zawsze tak bardzo się bałam. Siła charakteru nie rodzi się wśród przyjemności. Być może ze zdradą jest podobnie jak ze śmiercią, żyjemy w lęku przed nią, a kiedy nadchodzi nie mamy wyjścia, możemy tylko stanąć z nią twarzą w twarz. Nic więcej.

Nie przestrasz się proszę moich doświadczeń. Nie wyobrażaj, że kiedy pojawisz się u mego boku zamienię Twoje życie w ciągłą kontrolę, z obawy przed powtórką z rozrywki. Że będę sprawdzać gdzie i z kim jesteś, czy o czym rozmawiasz z ludźmi. Jeśli będziesz chciał - okłamiesz mnie, nie mam wątpliwości. Nie zatrzymam tego. Dlaczego jednak miałabym nie dać Ci jednego z najpiękniejszych darów, które możemy ofiarować drugiemu człowiekowi - zaufania? To, że jedna osoba tego nie wykorzystała, nie znaczy, że nie zrobisz tego Ty. Masz czystą kartę i sam zdecydujesz co na niej zapiszesz.

Dlaczego Ci o tym wszystkim wspominam? Bo wciąż można spotkać się z przekonaniem, że ci których zdradzono powinni się wstydzić. Nie mówić o tym głośno, bo dla kogoś okazali się niewystarczający, za słabi. Myślę jednak, że ze zwykłej przyzwoitości, wstyd powinien towarzyszyć komuś innemu.

Nie przestałam wierzyć w miłość. Nawet stojąc wtedy przy oknie.
Ty też nigdy tego nie rób. Nie przegapmy swojej szansy.

Twoja A.