poniedziałek, 9 stycznia 2017

#10

Kochany,

pierwszy tydzień nowego roku minął w mgnieniu oka. Rozgrzewka zakończona - trzeba na poważnie zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem. Przeżycie 12 miesięcy niewątpliwie nim jest. Do tego dochodzi sposób, w jaki chcemy to zrobić i lista problemów... ekhm - postanowień - gotowa. Każdy z nas wierzy, że tym razem uda mu się zmienić świat, a jeśli nie, to przynajmniej swoje życie. Naiwne, banalne i powtarzalne... dlatego trzeba spróbować!

Będąc ze mną pewnie szybko zrozumiesz, że nie jestem typem optymistki, która umili Ci dzień radosnym świergotem. Na razie jednak o tym nie wiesz, więc uprzedzam, żebyś słowa o "próbie" potraktował z lekkim dystansem. W moim wydaniu to raczej forma przekory, a nie coachingowy slogan w stylu "nowy rok - nowa ja - bla bla bla". Na samą myśl o tym, pokłady cynizmu zaczynają szukać ujścia w kierunku światła dziennego. Nie, nie, nie... to nie tak.

Postanowień w swoim krótkim życiu miałam już chyba setki. Te noworoczne zawsze wydawały się bardziej realne do zrealizowania. Pierwsze wpadki zaliczałam już w styczniu, luty kopał mnie bez litości, a marzec... cóż, nie pozostawiał złudzeń. I tak reszta roku mijała w starym stylu przyzwyczajeń i nawyków. W całym tym morzu niepowodzeń były jednak też takie plany, którym udało się ze mną przeżyć. Ba! Mają się wspaniale po dziś dzień. Cudowne wyjątki od reguły.

Jak jest tym razem z postanowieniami? Standardowo. Wierzę, że w końcu wcisnę swój duży tyłek w obcisłe szorty, rozwinę talenty i świat mnie pokocha, a moje wybory poprawią los niewinnych zwierząt, które wpadły w łapy parszywego człowieka. Czemu z nich nie rezygnuję? Bo jest we mnie tak mało wiary, że w końcu muszę utrzeć sobie nosa...

Takiej krnąbrności życzę Ci w tym roku!

Twoja A.

1 komentarz:

  1. Niczego sobie na 2017 rok nie obiecałam i czuję się z tym cudownie :) nie mam nierealnych celów - nie przejmuję się, że ich nie realizuję :) a jak coś zrobię to dla mnie miła niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń