czwartek, 3 listopada 2016

#8

Kochany,

zastanawiam się: co teraz robisz? Czym żyjesz? Czy coś Cię martwi?
Myślę o Tobie po 1 w nocy, z kubkiem ciepłej herbaty w dłoni. W głośnikach słychać muzykę Presleya. Wzruszam się. Tak, istnieją na tym świecie kobiety "beznadziejnie romantyczne", których nadwrażliwość powinno się leczyć jako nieprzystosowanie do życia.

Z tym, że ja to nieprzystosowanie nawet lubię. Tak jak lubię każdą swoją słabość, na którą narzekam. To zabawne kiedy człowiek odkrywa, że jedyną osobą, która nie opuści go do śmierci jest tylko on sam. To moje odkrycie roku. Postanowiłam się sobą zaopiekować, cokolwiek by się nie działo. To dało mi prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, którego nikt inny nie jest w stanie mi podarować. Miłość do siebie uzdrawia. Niesłychane jak często jest mylona z dużym ego, choć tak naprawdę nie ma z nim nic wspólnego. Kochać siebie to znaczy wybaczać sobie bycie "gorszym od kogoś", a ego pragnie tylko "bycia od kogoś lepszym". Na tym polega różnica.
Mówię więc wprost: kocham siebie - inną od reszty - nie lepszą, nie gorszą.

Przeczytałam gdzieś, że jeśli sami siebie nie kochamy, to nikt inny też nie będzie w stanie nas pokochać. Coś rzeczywiście w tym jest. Niedowartościowani ludzie, którzy nie kochają siebie wciąż szukają potwierdzenia swojej wartości. Choćbyś dał im wszystko co masz najlepsze - nie wystarczy. Jesteś jednym człowiekiem, a zainteresowanie "tylko jednego" człowieka to przecież tak niewiele... Szukają więc kolejnych osób i kolejnych, żeby udowodnić sobie, że np. nadal potrafią zdobywać. Problem polega na tym, że nawet jeśli człowiek podbije serca 100 ludzi, to wciąż są miliony innych. Ciekawe czy z nimi też dałby radę? I tak można wpaść w błędne koło.
Gotowość na bliskość dzieloną z drugim człowiekiem zaczyna się wtedy, kiedy kochasz siebie i nic już nie musisz udowadniać. Ani sobie, ani innym.

Moja ukochana jesień powoli umiera. Uciekający czas potrafi przytłaczać, ale z drugiej strony... z każdym dniem bliżej do naszego spotkania.
Gdziekolwiek jesteś - "You were always on my mind" - dobrej nocy.

Twoja A.

3 komentarze:

  1. Nieznajoma,

    czuję się trochę jak Łysiak przed powtórnym napisaniem "Fletu z mandragory", którego oryginał mu przepadł i był zmuszony napisać wszystko od początku. Tak, komputer mi zdechł zanim dokończyłem mój (prawie gotowy) wywód. Tak, poprzednia wersja była prawdopodobnie lepiej napisana, ale przynajmniej początek mam z głowy, a te rzekomo są trudne i można źle wypaść. Zatem do sedna - przeczytałem wszystko! Wiem, nieładnie jest czytać cudzą korespondencję, ale los mnie tak uformował żebym nie był doskonały i czasem robił nieładne rzeczy. Mimo to jestem wielce poruszony, ponieważ w Twoich listach odnalazłem cząstkę siebie. Cząstkę, która jest współwinna udziału w tęsknocie.

    Musisz jednak wiedzieć, że ja inaczej param się z moją tęsknotą. Nie wypuszczam jej z głowy. Przychodzi ona do mnie w marzeniach dziennych albo, po zmroku, w snach. Snach tak pięknych, że po przebudzeniu cieszysz się z tego onirycznego przeżycia i jednocześnie płaczesz, bo był to zaledwie sen. Wyśnione szczęście, które zbyt szybko umyka i ginie w gąszczu codziennych powinności. Jednak odmawiam przestać go szukać, bo moja tęsknota, jakkolwiek beznadziejna, napawa mnie dobrą wiarą na lepszą przyszłość. Tak objawia się moja tęsknota.

    Musisz tez wiedzieć, że tęsknię za niepoznaną miłością, której pragnę z całego serca. Tęsknię za rozkoszą znalezienia się w objęciach kogoś, kto nosi mnie w sercu. Wszystko przy tym blednie! Chcę zasypiać i budzić się widząc tę samą ukochaną twarz i czuć to upragnione, kochane ciepło przy moim boku. Każdego dnia. To wszystko. Czy to dużo, Nieznajoma?

    Stęskniony P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieznajomy,

      Twoja wiadomość jest nie tylko zaskoczeniem, ale i wielkim docenieniem mojej przygody z pisaniem. Serce się raduje na myśl, że ktoś z tak dużą uwagą i zainteresowaniem przeczytał moje listy. W dodatku wszystkie! Dziękuję Nieznajomy, kimkolwiek jesteś, z jakiegokolwiek powodu napisałeś.

      Samotne, stęsknione dusze jak widać wciąż chodzą po tej planecie i szukają uczuć tak prostych i zwyczajnych jak miłość. To piękne oblicze naszego Człowieczeństwa.

      Czy to dużo? Trudno odpowiedzieć. To wszystko i nic, które może się zdarzyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nie wolno nam tracić nadziei!

      Jeszcze raz dziękuję za list Stęskniony P. Dobrze, że mamy za czym tęsknić, to znak, że ciągle nam na czymś zależy.

      A.

      Usuń
  2. Moje motto życiowe? nie pozwalać się samemu zniewalać. A kiedy się sami zniewalamy? właśnie kiedy się najzwyczajniej na świecie nie kochamy.
    http://mundo-pandory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń